To, czy skończy się na 660 czy 655 tys. rejestracji, nie jest istotne. Wolumenowo sprzedaż nowych aut w Polsce nie była nigdy tak imponująca jak w 2025 r. Podobnie zresztą ma się rzecz z przychodami firm dealerskich: w br. szacujemy je na ponad 125 mld zł – 6 mld więcej niż rok wcześniej i niemal… dwa razy więcej niż 6 lat temu, bezpośrednio przed Covidem.
Na tym jednak dobre wiadomości w zasadzie się kończą (w zasadzie, bo trochę optymizmu jeszcze będzie – o tym za chwilę). Wskaźniki biznesowe rodzimych dealerstw, związane z rentownością czy stopniem zadłużenia, wyglądają bowiem najgorzej od lat – mniej więcej właśnie od 2019 r., gdy nie brakowało przecież głosów wręcz o rychłym zawaleniu się branży automotive nad Wisłą (do dziś zresztą słyszy się, że pandemia – z punktu widzenia pękających w szwach stoków i nadwyrężonej do granic płynności finansowej – to najlepsze, co mogło spotkać biznes samochodowy). Średnia rentowność netto – 1,53 proc., zobowiązania przeszło trzykrotnie przekraczające kapitał własny, płace zjadające średnio – w zależności od wielkości firmy – od 34 do nawet 40 proc. marży operacyjnej dealera (więcej o tym wskaźniku w artykule miesiąca). Mówiąc najkrócej: nie jest dobrze, co boli tym bardziej, że lata 2021-2023 pozwoliły dealerom zasmakować życia na zupełnie innych parametrach.
Całe szczęście natomiast, że ta „złota trzylatka” w ogóle miała miejsce, bo ewidentnie widać, że zostawiła pozytywny ślad na zapleczu finansowo-płynnościowym stacji. To właśnie ta doza optymizmu: poziom żywej gotówki w firmach dealerskich, przynajmniej w badanym 2024 r., nie wygląda jeszcze najgorzej. Dość powiedzieć, że wskaźnik CFO (cash flow z działalności operacyjnej, pokazujący różnicę między wpływami gotówkowymi a faktycznymi wydatkami firmy) przewyższa koszty odsetkowe średnio ponad 4,5 razy – a to dość czytelny sygnał, że dealerzy nie mają na razie dużego kłopotu z pozyskiwaniem finansowania i zapewnieniem do niego wkładu własnego. A biorąc pod uwagę dobry trend w stopach procentowych, odsetki mogą z czasem ważyć w budżecie jeszcze mniej (w 2019 r. wyglądało to wyraźnie gorzej, a tzw. ujemny CFO dotykał połowę rynku; w 2024 r. – około 35 proc.).
Sęk w tym, że w bieżącym roku – poza kwestią stóp NBP – w zasadzie wszystkie czynniki, które wpędziły branżę w spadki rentowności (rosnące stoki, presja rabatowa, coraz bardziej wyśrubowane cele sprzedaży), jeszcze zyskały na sile. Do czego to wszystko doprowadzi? Oby nie okazało się, że mimo wszystko zmierzamy do stanu z lat 2018-2019, tylko że dzięki poduszce finansowej z okresu 2021-2023 trwa to po prostu dłużej. Oby, bo kolejna pandemia – i daj Boże – raczej szybko się nie zdarzy. A wtedy jedyne na co możemy liczyć, to „naturalny” kryzys dostępności aut, co – jak pokazują ostatnie tygodnie – nie jest wcale niemożliwe.


