Po tym jak chińskie Ministerstwo Handlu poinformowało o rzekomym porozumieniu z UE w sprawie zobowiązań cenowych dla pojazdów elektrycznych importowanych z Państwa Środka, na tapet wrócił temat regionalizacji europejskich łańcuchów dostaw. Dynamika ekspansji chińskich marek na terenie Starego Kontynentu oraz toczące się rozmowy na temat zniesienia ceł i zastąpienia ich cenami minimalnymi sprawiają, że w niektórych państwach UE coraz więcej mówi się o znalezieniu alternatywnego rozwiązania, które promowałoby produkcję na miejscu.
Największą aktywność w tym zakresie wykazuje obecnie Francja, wspierana do pewnego stopniu przez Włochy, zaś według tamtejszej prasy szczególnie zaangażowany w przeforsowanie nowych zasad jest Stellantis. Francuski tygodnik ekonomiczny „La Tribune” poinformował, że grupa domaga się, by przynajmniej 80 proc. części wykorzystywanych w całym łańcuchu produkcyjnym – od tłoczenia aż po montaż – miało europejskie korzenie. Podobny wymóg tyczyłby się silników, zaś jeszcze bardziej restrykcyjne wymogi miałyby dotyczyć prac inżynieryjnych – 65 proc. z nich odbywałoby się w Europie. Według informacji, do których dotarło „La Tribune”, Stellantis chciałby wreszcie, by do 2030 roku „co najmniej 60 proc. ogniw akumulatorowych produkowano na terenie Unii”.
Progi wskazywane przez producenta są zbliżone do nieoficjalnej 75-proc. stawki popieranej przez francuski rząd, choć Paryż nie podał szczegółów dotyczących zakresu własnej propozycji. Ostrożniej do regionalizacji łańcuchów dostaw podchodzi Renault. Drugi z francuskich gigantów proponuje ustalenie wskaźnika „europejskości” na poziomie 60 proc. z wyłączeniem baterii.
Zdaniem serwisu Auto Infos postawa Renault jest wynikiem kalkulacji związanych z lokalizacją części zakładów w Turcji oraz Maroku, ale także współpracy producenta z Geely. Inicjatywa Francji oraz tamtejszych firm motoryzacyjnych może jednak spełznąć na niczym; w opozycji do pomysłu stoją bowiem Niemcy w dużej mierze uzależnieni od globalnych operacji. Niewykluczone, że 28 stycznia KE rozjaśni nieco sytuację.
Fot. Stellantis



