Jak tłumaczy polityk, zamiast tego będą obowiązywały bardziej elastyczne przepisy dotyczące ograniczenia emisji dwutlenku węgla przez samochody. Informacja „Bilda”, na którą powołuje się m.in. Agencja Reutera, jest jednak nieoficjalna, dlatego warto wziąć poprawkę na to, że może, ale nie musi, okazać się zgodna z prawdą.
„W wypadku nowych rejestracji od 2035 r. producenci będą musieli osiągnąć 90-procentową redukcję emisji CO2 w swoich flotach, a nie 100-procentową” – przekonuje Manfred Weber. I dodaje: „Od 2040 r. nie będzie też celu 100-procentowego [„The Times” informował nieoficjalnie o przesunięciu zakazu na rok 2040 – red.]”. Według Webera nie dojdzie więc ostatecznie do zmiany, w obliczu groźby której cała unijna branża motoryzacyjna wstrzymała oddech.
Oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej dotyczące dalszego losu „spalinówek” pojawi się najprawdopodobniej 16 grudnia – okazałoby się wtedy, czy doniesienia „Bilda” są zgodne ze stanem faktycznym. O wszystkim będziemy informowali na bieżąco.
Przypomnijmy, że podczas unijnego spotkania ministrów, które odbędzie się 15 grudnia, 9 państw UE – Czechy, Słowacja, Łotwa, Estonia, Finlandia, Szwecja, Irlandia, Portugalia oraz Malta – będzie również apelowało o to, by rozpatrzono ideę „Made in Europe”, która zachęcałaby – choćby w obliczu konkurencji ze strony Chin – do lokalnej produkcji aut.


