Podczas unijnego spotkania ministrów dotyczącego konkurencyjności, które odbędzie się 15 grudnia, dziewięć państw UE – Czechy, Słowacja, Łotwa, Estonia, Finlandia, Szwecja, Irlandia, Portugalia oraz Malta – będzie apelowało o ponowne rozpatrzenie idei „Made in Europe”.
W przygotowanym wspólnie dokumencie sygnatariusze zwracają uwagę, by jakiekolwiek decyzje podjęte przez Brukselę zostały poprzedzone kompleksową oceną wpływu tej polityki na ceny, łańcuchy dostaw i konkurencję. Według zainteresowanych stworzenie podstaw prawnych, które faworyzowałyby lokalnych graczy, powinno mieć charakter tymczasowy, dotyczyć wyłącznie strategicznych sektorów i zostać zorganizowane w sposób, który nie prowadziłby do uciążliwej i czasochłonnej weryfikacji kraju pochodzenia w przypadku bardziej skomplikowanych produktów.
Wspólny front stanowi reakcję na naciski (m.in. ze strony Francji, ale nie tylko), by Europa opracowała strategię zachęcającą do produkcji na miejscu. Zwolennicy podejścia „Made in Europe” wskazują przede wszystkim na zagrożenie ze strony Chin, ale także konieczność utrzymania miejsc pracy na terenie Starego Kontynentu.
Do innej „koalicji” przystąpiła natomiast Polska: we wspólnym liście, pod którym podpisały się także Włochy, Słowacja, Węgry, Czechy oraz Bułgaria, wymienione kraje domagają się rewizji zakazu sprzedaży aut spalinowych po 2035 r. W jakim stopniu? Chodziłoby przede wszystkim o to, by po dacie granicznej nadal była możliwość sprzedaży hybryd plug-in, pojazdów wyposażonych w ogniwa paliwowa, oraz samochodów z tzw. przedłużonym zasięgiem.
O ponowne przemyślenie tematu zabiega także ACEA: Sigrid de Vries, dyrektor zarządzająca Stowarzyszenia, przedstawiła pięć rekomendacji dla Komisji Europejskiej, wśród których wskazała m.in. na konieczność przygotowania indywidualnych rozwiązań w związku z rozwojem elektromobilności dla aut osobowych, lekkich „dostawczaków” oraz ciężkich pojazdów użytkowych, czy też stworzenia mechanizmów wsparcia, które ułatwiłyby spełnienie unijnych wytycznych niezależnie od wolumenu sprzedanych aut elektrycznych – w tym dodatkowe „punkty” za redukcję emisji w ramach całego łańcucha dostaw bądź szybszą wymianę floty, z naciskiem na usuwanie z obiegu pojazdów najstarszych.
Pierwotnie pakiet zmian dla branży motoryzacyjnej miał zostać ogłoszony 10 grudnia, ale dziś wiadomo już, że nowy plan poznamy najwcześniej 16 grudnia, zaś równie prawdopodobny jest termin styczniowy – biorąc pod uwagę poziom zainteresowania i liczbę tematów, nie jesteśmy tym opóźnieniem specjalnie zaskoczeni. Pytanie, czy gdy już wszystko stanie się jasne, będziemy mówić o małej rewolucji, czy też skwitujemy całość stwierdzeniem – „Z dużej chmury mały deszcz”.


