Według informacji Chińskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (CAAM) w kwietniu sprzedaż hurtowa (wholesale) nowych aut w Państwie Środka spadła o 2,5 proc. do 2,5 mln szt. przy produkcji niższej o 1,7 proc. Stabilizacja? Delikatny regres? Mogłoby się tak wydawać, gdyby nie jeden mały szczegół – chińskie statystyki sprzedaży hurtowej obejmują także eksport.
Jeśli jednak wyjmiemy ten czynnik z równania, okaże się, że kwietniowe spadki na tamtejszym rynku przekroczyły 21 proc. Z miesiąca na miesiąc staje się więc coraz bardziej oczywiste, że chińska branża automotive zmierza w stronę przegrzania, a rosnąca sprzedaż za granicę jest jedyną nadzieją na „ostudzenie” rynku.
W ostatnich miesiącach eksport rzeczywiście rósł, osiągając w samym tylko kwietniu poziom ponad 900 tys. szt. (+74,4 proc.; dane BestSellingCars Blog). Tempo ekspansji chińskich marek, choć imponujące, nie jest w stanie jednak pokryć strat wynikających z nadmiernie ambitnych planów tamtejszych producentów – zwłaszcza tych skupionych wokół elektromobilności.
Spośród 10 najpopularniejszych marek w Chinach aż siedem poniosło w ubiegłym miesiącu wolumenowe straty, w tym rynkowi liderzy: BYD (150 tys.; -38,3 proc.), Geely (114 tys.; -33 proc.), Toyota (94 tys.; -28,6 proc.) i Volkswagen (78 tys.; -46,7 proc.). Gdyby zestawienie rozszerzyć do TOP20, pod kreską znalazłoby się aż 14 brandów – zarówno lokalnych, jak i tych należących do tradycyjnych producentów.
W tym kontekście uwagę zwracają prognozy szefa NIO, Williama Li, który przyznał, że złota era chińskiego przemysłu motoryzacyjnego dobiegła końca. I faktycznie, przy parku samochodowym liczącym około 370 mln pojazdów, wydaje się, że chiński rynek jest u progu nasycenia (zakładając, że już go nie przekroczył). Jeśli czołowi producenci nie dokonają korekty swoich ambitnych planów, stabilizacja na aktualnym poziomie będzie oznaczać dalsze pogłębienie wojny cenowej, z której nie wszyscy wyjdą zwycięsko – miejsca jest po prostu za mało.



