Sukces tworzących jedną sieć O&J, które w 2025 r. zarejestrowały razem blisko 15 tys. nowych samochodów (dla zobrazowania kontekstu: to mniej więcej poziom Forda i o około jedną trzecią więcej niż Nissan, Peugeot czy Opel; oczywiście odnosząc się wyłącznie do osobówek), z jednej strony rozbudził apetyt, z drugiej – zrodził obawę, czy kolejna marka z tej samej stajni, do tego opierająca się na SUV-ach, nie będzie przypadkiem skutkować kanibalizacją każdej z sieci. No i? Na pełną weryfikację rzecz jasna za wcześnie, ale na tę chwilę Chery przyniosło dealerom (będącym w zdecydowanej większości także przedstawicielami duetu O&J) więcej dobrego niż złego, co widać najlepiej właśnie w sprzedaży.

Zwyklejszy, nie najtańszy
Chery to w teorii najbardziej budżetowy brand spośród propozycji chińskiego giganta na polskim rynku (niektórzy wskazują tu analogię z rolą, jaką w Grupie VW odgrywa Skoda). Nie znaczy to bynajmniej, że Tiggo 7, SUV z segmentu C, plasujący się mniej więcej – zarówno gabarytowo, jak i cenowo – pośrodku oferty Chery, to typowy „tani chińczyk”. Mało tego, trudno orzec jednoznacznie, czy Tiggo 7 jest samochodem tanim – testowana przez nas spalinowa wersja prestige kosztuje katalogowo 154,9 tys. zł. Gdy w 2024 r. koncern Chery wchodził do Polski, szef rozwoju sieci Marcin Włodarczyk deklarował nam, że ambicją eksportowego producenta nie jest bycie najtańszym – atutem Chery miała być od początku relacja ceny i produktu, czyli ponadstandardowe w swojej klasie wyposażenie, nowe technologie, wygląd itd. O&J wpisują się w to co najmniej nieźle. A jak wypada marka matka?
Po pierwsze, i to raczej zaleta, Tiggo 7 nie da się pomylić na drodze z wewnętrzną konkurencją. W zestawieniu z Jaecoo 7 czy Omodą 5 Tiggo wygląda… po prostu bardziej zwyczajnie. Oglądając to auto z zewnątrz, bliżej mu do Qashqaia czy Kugi niż do mocno dizajnerskich „braci” – i już to pokazuje, że Chery ma trafiać do nieco innego klienta. A w środku? Tu również otrzymujemy dość stonowane, całkiem eleganckie i przestronne wnętrze, ale – jak przystało na markę z Państwa Środka – naszpikowane nowoczesnymi rozwiązaniami. W sprawdzanej przez nas, najwyższej konfiguracji otrzymujemy m.in. wyświetlacz head-up, fotel kierowcy z pamięcią ustawień, otwierane na całej długości okno panoramiczne, elektronicznie sterowaną klapę bagażnika i terenowe tryby jazdy (skórzaną tapicerkę, kamerę 540o czy indukcyjną ładowarkę znajdziemy już w niższej wersji).
Sygnalizowaliśmy już, że jeździliśmy Tiggo 7 ICE, a więc modelem z klasycznym silnikiem spalinowym, konkretnie – 1,6 T-GDI o mocy 147 KM z automatyczną 7-biegową, dwusprzęgłową skrzynią. Dodatkowym atutem (dostępnym wyłącznie w wersji prestige) był napęd na cztery koła. Wrażenia? Przyspieszenie, prowadzenie, wspomaganie jazdy – trudno mieć tutaj większe zastrzeżenia, oczywiście oceniając to w ramach danej klasy, czyli bądź co bądź budżetowego C-SUV-a, który ma zmieścić i w miarę komfortowo przewieźć 5-osobową rodzinę. Z rzeczy do poprawy – wyciszenie, bo jadąc powyżej 100 km na godzinę, w środku robi się naprawdę głośno.
Dealer prawdę ci powie
Na koniec wróćmy do ceny. Przywołane 154,9 tys. zł z katalogu stało się już nieaktualne, bo obecnie – w ramach wyprzedaży rocznika – możemy dostać najbogatszą wersję Tiggo 7 ICE za 136,9 tys. zł (i to niezależnie do wybranego lakieru; wersja najtańsza – z automatyczną skrzynią, kamerą cofania i 24-calowym podwójnym ekranem, to
w tej chwili 106,9 tys. zł). Mniej niż 140 tys. zł za nieźle wyglądającego i bardzo dobrze wyposażonego SUV-a z napędem AWD? Albo inaczej: w captivowym leasingu z ratą rzędu 1350 zł netto (przy ~30-proc. wpłacie własnej i 4-letniej umowie). Nie brzmi źle, choć jeśli ktoś szuka tańszego samochodu, znajdzie bez problemu: MG HS, czyli większy (gabarytowo bliższy choćby Toyocie RAV4) SUV o mocy 170 KM oferowany jest (również w promocji) za niecałe 123 tys. zł, tyle że tutaj nie uświadczymy m.in. panoramicznego dachu czy napędu na obie osie.
Podsumowując, Tiggo 7 to atrakcyjny cenowo SUV, ale w wersji „na bogato” (to samo można by zresztą napisać o całej gamie Chery). Na razie działa nienajgorzej, bo od wprowadzenia do oferty do końca stycznia br. zarejestrowano w Polsce blisko 950 egzemplarzy tego modelu (ICE oraz plug-in, bo i taki, zresztą bardziej popularny, wariant znajdziemy w salonach). Patrząc na tempo, w jakim ma się rozwijać sieć Chery (chęć podwojenia do końca roku aktualnego stanu posiadania) i – co może nawet ważniejsze – słysząc pozytywne głosy na temat współpracy z importerem, które płyną od dealerów, należy obstawiać, że to nie tyle ostatnie słowo, co… wstęp do dłuższej prelekcji.





